Czy niekwestionowana liderka społecznego dystansu, królowa Elżbieta II staje się wzorcem zachowań w czasach koronawirusa?

Dorota Abramowicz
Dorota Abramowicz
Koronawirus nie tylko zachwiał naszym poczuciem bezpieczeństwa i światową gospodarką, ale także w kilka miesięcy zmienił obyczaje. Sprawił, że nie wypada już całować pań po rękach, zamienił uściski na skinienie głową, obniżył u niektórych aktywność seksualną, zaś innych zmotywował do szukania bezpiecznych pozycji "koronasutry". A co ciekawsze, doprowadził do tego, że nie tylko dyplomaci zaczęli naśladować niekwestionowaną liderkę społecznego dystansu - królową Elżbietę II.

Jeszcze w listopadzie ub.r. w Sejmie można było zobaczyć prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego dwukrotnie z atencją całującego w rękę posłankę PO Katarzynę Piekarską. Scenę uchwyciły kamery, a dziennikarze szybko ustalili, że wylewność prezesa związana była z propozycją zapisania się ponad podziałami do Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt.

Panie po rękach całowali także inni polscy politycy - Donald Tusk (świat zapamiętał pocałunek odciśnięty na dłoni kanclerz Angeli Merkel), Mariusz Błaszczak (nachylony nad dłonią Beaty Szydło) i prezydent Andrzej Duda.

Gest ten uznawany był jeszcze w połowie XX wieku za szarmancki przejaw szacunku. W ostatnich latach, jak przypomina dr Janusz Sibora, znawca protokołu dyplomatycznego, uważany za coraz mniej elegancki, a dziś już zupełnie odchodzi do lamusa.
Nawet wyciągnięcie dłoni w stronę drugiej osoby postrzegane jest jako naruszenie bezpiecznego dystansu społecznego.

Groźba zakażenia sprawiła też, że przyjaciele i znajomi, kiedyś przyjmowani nawet bez zapowiedzi w domu kawą, są przez niektórych traktowani jak intruzi.

- Musiałam odebrać od koleżanki książkę - opowiada pani Krystyna, emerytowana nauczycielka z Gdyni. - Choć znamy się od czterdziestu lat, nie wpuściła mnie do domu. Czekałam na korytarzu, wróciła w maseczce, bez słowa podała książkę i szybko zamknęła drzwi. Poczułam się nieswojo. Zadzwoniłam do niej tego samego dnia pytając, czy jest może na kwarantannie. Odparła, że nie, ale ponoć zestresowałam ją swoją wizytą.

Krystyna obiecała sobie, że po zakończeniu epidemii nie będzie kontynuować starej znajomości.

Czytaj także

Ukłon zamiast łokciowania

W pierwszej fazie koronawirusa, wiosną, dyplomacja zamarła. Początkowo korzystano jedynie z telefonów, potem pojawiły telekonferencje i stopniowo, coraz śmielej, spotkania polityków. Jak jednak elegancko przywitać się z wysoko postawioną osobą bez podania ręki?

Niewiele trwało, zanim niektórzy politycy i epidemiolodzy zaproponowali, by uścisk dłoni zastąpić tzw. łokciowaniem. Ot, zbliżamy się do siebie bokiem, lekko dotykamy łokciami, a następnie oddalamy się na bezpieczny, dwumetrowy dystans.

- Rzeczywiście, łokciowanie upowszechniło się w polityce - mówi przyznaje dr Janusz Sibora, historyk z Uniwersytetu Gdańskiego. - Zaczęło się to bodajże od spotkania Donalda Trumpa z Shinzo Abem, premierem Japonii. Miało być śmieszne, ale eleganckie to niestety nie jest.

Jak wobec tego witać się z szanownym gościem, nie podając mu ręki? Dr Sibora przypomina inne spotkanie na wysokim szczeblu w  podberlińskiej rezydencji z udziałem prezydenta Francji, Emmanuela Macrona i kanclerz Angeli Merkel.  Angela Merkel stanęła na podwyższeniu, Macron chciał do niej podejść. Wtedy niemiecka kanclerz dała do zrozumienia gościowi, że warto zachować dystans. Złożyła dłonie razem, schyliła się nisko. Ten japoński ukłon został uznany za stosowny do okoliczności.

Dyplomaci nadal szukają różnych rozwiązań, nie zapominając o całkiem dobrych wzorcach sprzed stu lat.

- W nawet niezbyt starych, bo pochodzących z lat 20. i 30. XX wieku podręcznikach dyplomacji powitanie skinieniem głowy uznane było za bardzo eleganckie - twierdzi znawca protokołu dyplomatycznego. - Można przy tym zachować bardzo bezpieczny dystans społeczny. Dama powinna się przywitać lekkim skinieniem głowy, mężczyzna musi się bardziej pochylić. Ówczesne podręczniki nawet podawały, jak niskie powinno być skłonienie tułowia.

Czytaj także

Warto też przypatrzeć się brytyjskiej rodzinie królewskiej. Dr Sibora zwraca uwagę, że osobą, która przed pojawieniem się koronawirusa stosowała dystans społeczny była królowa Elżbieta II.  

- Pandemia wymusza na nas pewne zasady etykiety dworskiej - podkreśla. - Parweniuszom, odbierającym chociażby z królewskich rąk tytuły, wcześniej pokazywano, gdzie mają stanąć, by zbytnio nie przybliżać się do królowej.

W popularnym serialu "The Crown" wyraźnie widzimy, jaki duże odległości zachowywane są nawet podczas spotkań królowej z kolejnymi premierami brytyjskiego rządu. Do Elżbiety II nie wyciąga się też jako pierwszemu dłoni na powitanie, czekając na jej gest.

- I te jej rękawiczki - przypomina Janusz Sibora. -  Królowa stosuje je głównie ze względów higienicznych. W końcu tylu osobom podaje ręce, a rękawiczki chronią przed bezpośrednim kontaktem z innymi dłońmi.  Jak widać, etykieta dworska bardzo przydaje się także w tym przypadku.

Człowiek w masce

- Poznałem panią po psie! - krzyknął, kłaniając się z daleka, sąsiad z osiedla. Ja też go rozpoznałam. Po głosie.
Jesienne ubrania, czapki i obowiązkowe maski sprawiają, że stajemy się anonimowi. A to sprawia, że zwykłe "dzień dobry" pada na ulicy rzadziej, niż przed rokiem.

Maski mogą narobić też dyplomatycznych kłopotów. Na jednym ze spotkań z udziałem gości z całego świata premier Portugalii pojawił się w maseczce z wydrukowanym imieniem i nazwiskiem. Dlaczego? Wcześniej jeden z polityków, patrząc jedynie w oczy portugalskiemu koledze zapomniał, jak ten się nazywa. Było trochę śmiesznie, trochę niezręcznie. Podpis na maseczce pozwolił uniknąć kolejnych potencjalnych niezręczności i gaf.

Niedawno jeden biznesmenów zażartował, że maseczki nie są takie złe. Można w trakcie ważnych rozmów pokazać pod nimi język rozmówcy, skrzywić się lub uśmiechnąć z sarkazmem.  A i tak nic nie widać.

- Wielcy tego świata w końcu nauczyli się stosować maseczki, chociaż nie zawsze konsekwentnie  - twierdzi dr Sibora. - Początkowo dyskretnie umieszczano na nich barwy narodowe. Później było już mniej dyskretnie, a szef amerykańskiej dyplomacji Mike Pompeo pojawił się w maju w Jerozolimie z maską w kolorach amerykańskiej flagi na twarzy.

Maski, zakrywając nos i usta, coraz częściej pokazują światu nasze poglądy. Osoby wspierające Ogólnopolski Strajk Kobiet nakładają maski z błyskawicą. Nie tylko z okazji święta Niepodległości można było pokazać się w maseczce w barwach narodowych. Zwolennicy rządzącej partii mają możliwość kupienia maseczki z nadrukiem PiS, przeciwnicy z nadrukiem partii opozycyjnych. Pojawiają się maseczki w kolorach tęczy, z symbolem Anonymous, nazwami miast, ulubionych zespołów czy klubów piłkarskich.

Czytaj także

Randka w parku

Tak, jak zmieniły się zasady savoir vivre i wygląd naszych twarzy, zmieniają się również relacje w związkach i życie seksualne Polaków.

Mateusz jest już po trzydziestce. Poprzedni jego związek rozpadł się w ubiegłym roku, potem lizał rany, a gdy dojrzał do kolejnej relacji, zaczęła się pandemia, która poważnie ograniczyła możliwość poznania nowej partnerki.

- Na imprezy ostatnio prawie wcale nie chodzę, spotykam się z wąską grupą znajomych - mówi. - Pozostaje portal randkowy Tinder.

Ostatnio znalazł tam Olę, właśnie umawiają się na randkę. Gdzie? Do klubu, restauracji czy kawiarni nie pójdą, więc spotkają się tam, gdzie najbezpieczniej - w Parku Oliwskim.

Czytaj także

W październiku br. seksuolog, prof. Zbigniew Izdebski z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego zaprezentował wyniki badań przeprowadzonych w pierwszym okresie pandemii COVID-19.

Okazało się, że tylko połowa Polaków czuła się zadowolona z życia seksualnego. Wskazywano na nowe okoliczności negatywnie wpływające na intymność - dla 18 proc. kobiet i 14 proc. mężczyzn przeszkodą w odbyciu stosunku była obecność dzieci lub innych osób w domu. W trudnej sytuacji są też osoby w wieku 18-29 lat, gdzie co piąta osoba oceniła swoje życie intymne jako złe. Przyczyną było znaczne ograniczenie przez lockdown kontaktów.

- Najbardziej pokrzywdzeni są młodzi ludzie - potwierdza Anna Jurys-Zielińska, psycholog pracująca z młodzieżą, która m.in. ukończyła Studium Pomocy Psychologicznej w Dziedzinie Seksuologii na Uniwersytecie im. Mickiewicza w Poznaniu.

- Współczuję im i młodym dorosłym. Nawet jeśli są w stałych związkach, gdzie mogą realizować potrzeby seksualne, uważa się, że teoretycznie nie powinni się spotykać. Ponadto dzielą mieszkania ze znajomymi, rodzinami, więc nie ma ku temu warunków. W najgorszej sytuacji są osoby o niewielkich możliwościach emocjonalnych. Kiedy jeszcze otwarta była szkoła, uczelnia, odbywały się imprezy - młodzi spotykali się ze sobą. Niektórzy nadal to robią, ale są jednak osoby bardziej introwertyczne, pozbawione kontaktów w tej mierze. Źle mają właśnie ci, którzy nie są w relacjach, bo mają ograniczone możliwości spotykania ludzi i nawiązywania tych relacji niestety.

Dla wielu rodaków życie intymne przeniosło się do Internetu. Z badań prof. Izdebskiego wynika, że aż 43 proc. ankietowanych oglądało materiały pornograficzne, zaś 17 procent, głównie mężczyzn, szukało w internecie relacji o charakterze erotycznym.

Instynkt wygrywa z obawą o babcię

Zalecenia mówią, by kontakty seksualne ograniczać do partnera mieszkającego w tym samym domu. A co, jeśli partner mieszka gdzie indziej i poprzez dodatkowe kontakty narażony jest na zakażenie?

 W Internecie nawet można znaleźć zestaw rad - z ilustracjami - dotyczących "bezpieczniejszych" pozycji seksualnych. Zakaźnicy jednak twierdzą, że "koronasutra", czyli wykaz pozycji chroniących przed zakażeniem to bzdura, gdyż trudno  mówić o bezpieczeństwie, znając sposób rozprzestrzeniania się i zakaźności wirusa.

- Pojawiają się też porady, by uprawiać seks w maseczce lub jak najbardziej "w oddali" - mówi Anna Jurys-Zielińska. -  Nie można jednak zapomnieć, że sfera seksualna związana jest z potrzebą relacji, a w relacji popędowej ciężko wziąć pod uwagę ograniczenia. Sfera ta nie poddaje się łatwo ograniczeniom. Dlatego młodzież w większości sobie radzi mimo zakazów i zaleceń. Trzeba przy tym przyznać, że potrzeby społeczne i intymne realizuje nie zawsze w bezpieczny sposób.

Mówiąc krótko - instynkt jest silniejszy od strachu przed niewidocznym wirusem. W dodatku takim, z którym kontakt można przejść bezobjawowo. A o ryzyku późniejszego zakażenia babci czy dziadka zapomina się w chwili uniesienia.

- Młodzi ludzie przeważnie nie boją się wirusa - potwierdza psycholog. - Ci, którzy mieli kontakty społeczne, nadal je codziennie utrzymują. Niezależnie od zaleceń. Pojawiające się w dobie pandemii zaburzenia depresyjne bardziej związane są z izolacją, samotnością, koniecznością ciągłego przebywania z rodzinami.

Rodzice też to widzą. I przeważnie nie ograniczają nastolatkom lub młodym dorosłym dzieciom kontaktów z ukochanymi, pozwalając im się spotykać, nawet w domu. Inną sprawą jest komfort tych spotkań, gdy w kuchni siedzą rodzice, a młodsze rodzeństwo co chwila wpada do pokoju po zeszyt.

Co zostanie, a co zniknie?

O ile można się spodziewać, że po zakończeniu pandemii życie seksualne rodaków wróci do normalności, to już pozostałe zachowania i obyczaje mogą zostać z nami dłużej.

Dla wielu polskich rodzin, celebrujących w w licznym gronie święta już Wielkanoc okazała się wyzwaniem. Prawdopodobnie także Wigilię, Boże Narodzenie i Sylwestra spędzimy raczej samotnie, w otoczeniu najbliższych osób. A co będzie za rok, dwa?

Czy nie okaże się, że perspektywa powrotu do licznych, świątecznych zgromadzeń nie spotka się z entuzjastycznym przyjęciem? Bo po co kleić uszka dla piętnastu osób i spotykać się z niesympatyczną ciocią Jadzią? A może odwrotnie - stęsknieni za rodzina i przyjaciółmi rzucimy się w wir spotkań?

Wiele za to wskazuje, że w końcu panowie w Polsce przestaną "całować rączki pięknych pań". Obyczaj z lekka zalatujący naftaliną stanie się przeszłością. Nie wiadomo, czy wróci uścisk dłoni na przywitanie i pożegnanie, może wystarczą nam skinienia głową. Także skracanie dystansu fizycznego może potrwać dłużej w zależności od tego, jak długo będziemy obawiać się wirusa. Czy nie będziemy już przytulać się do przyjaciół? Czy nie pozostaniemy przy zdalnej pracy i skończą się firmowe ploteczki przy kawie oraz wypady po wyjściu z firmy do pubu? Czy nie wybierzemy samotności?

Na te pytania odpowiedź znajdziemy najwcześniej za dwa lata. A może później. Historyk dr Janusz Sibora, przypomina konsekwencje, głównie gospodarcze, epidemii dżumy, która dotknęła zachodnią Europę na przełomie XIV i XV wieku. Wówczas "czarna śmierć" doprowadziła do upadku feudalizmu i narodzin kapitalizmu.

- Obecny świat także się zmieni, nie mam złudzeń - mówi dr Sibora. - Będzie zupełnie inny.

Nieruchomości najlepszą lokatą kapitału w dobie kryzysu?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3